czwartek, 26 lutego 2015

26.02.2015

Dzis mielismy Odyseje od 8:30... taaa nawet w ferie nie moge sie wyspać. Na obozie rozumiem.... nie wyspac sie to norma... ale juz po? Pff. Mogłam się nie zgłaszać. Troche dziś zrobiliśmy, jutro musimy siedzieć od 9 do 16 ;-; Kill me... pls. 
Tak teraz siedze i nol lajfie... sluchajac Sentimental Lady - Bob Welch i sie zastanawiam co by bylo gdyby Franek cos do mnie czul, nie znalazl sobie dziewczyny.... na prawde.... zastanawia mnie to... . Ehhh ale coz, czasu nie cofne, kiedy jeszcze os miedzy nami bylo.... duzo osob myslalo ze on kreci z moja kolezanka, z ktora chodzilam do przedszkola, na basen i od 2 lat na obozy... szczerze mowiac bawilo nas to.... najbardziej to ze Gabryska tez tak myslala.... wazne ze nasza dwojka znala prawde... i jeszcze Kamila i moja durna siostra Anka. Jak one dzialaly mi na nerwy.... caly czas o nas paplaly... tak jakby soba nie potrafily sie zajac.... wszyscy mieli ich dosc. Nawet na Chorwacji mi dokuczaly, jak spalam to czytaly moje wiadomosci z nim ;-; Albo zabieraly mi telefon i czytaly wszystko przy rodzicach na glos... . Jaraly sie tym, ze nazywalismy siebie jak typowa para: "Kotku...", "Slonce... tesknie za toba", "Misiuuuu..." itp. Bylo to fajne, przyjemne i kochane... tak prosto z serca ta na siebie mowic... . Czas nigdy nie leci tak samo... przez te kilka mies. czulam sie jak w niebie... w innym czasie krocej... innym dluzej.... ale teraz to bylo inne.... czulam sie kochana.... od dawna tak nie bylo. Od kad pamietam zawsze odpychalam od siebie cieplo ludzi... nawet rodziny, rodzicow, dziadkow i innych. Nie bylam w stanie sie tulic... nie potrafilam do rodzicow wyksztusic tych dwoch slow... do nikogo. Czasem wydaje mi sie ze wczeniej niz inni moi rowiesnicy zaczelam rozumiec pewne rzeczy... . Jak ktos byl ciezko chory to ja to widzialam, innym dzieciom trzeba bylo tlumaczyc wszystko po fakcie albo klamac, mi nic nie trzeba bylo tlumaczyc, po prosu wiedzialam ze jest zle.Bardzo zle... .Wracajac... . Tesknie za nim... bardzo... . Niby widze go na basenie (razem chodzimy na zajecia na basenie, albo chodzilismy bo moze nie bedzie chodzil na 2 semestr), ale to i tak malo. Na obozie letnim byla jakas magia. Teraz jest taki zdystansowany do mnie... juz nie potrafie z nim zlapac kontaktu jak kiedys... to jest dolujace. Kiedys rozumielismy sie bez slow, wystarczylo ze  na siebie spojrzelismy i juz wiadomo bylo czego chcemy. Teraz nie ma takiego czegos. Wyparowalo. Peklo jak banka mydlana... . To przykre ale prawdziwe. Nie bede sie opisywac naszych wspolnie spedzonych chwil bo pewnie sie rozplacze z mysla o tym...... znowu.